Tym czego Przewodniczka wystrzegała się szczególnie w chwilach dla niej trudnych i bolesnych był jej własny język. Nie ufała swojemu językowi, bo zdawała sobie sprawę jak wiele złego można uczynić słowami. Dlatego język traktowała jako przeszkodę do podążania drogą Promieni.
Wnioski
Język jest jak miecz obosieczny. Kiedy wszystko idzie po naszej myśli i wiedzie nam się dobrze to łatwo wychwalać Źródło i być miłym dla innych ludzi. Ale kiedy sytuacja staje się odmienna, zaczynają piętrzyć się problemy i wszystko nam się wali na głowę, wtedy bardzo łatwo językiem uczynić wiele złego. Nie myślimy nawet o tym, że czyniąc to pogarszamy swoją sytuację zamiast próbować ją polepszyć. Jest to jedna z najczęstszych naszych wad, które są bardzo ciężkie do wyeliminowania. Nasza Agentka jednak bardzo dobrze dostrzegła to wielkie zagrożenie jakie kryje się za używaniem języka w chwilach dla nas trudnych i bolesnych.
Uwaga!
Poruszenie tematu języka w tym wpisie jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Jest to temat niesamowicie szeroki i nawet jeśli kiedyś zdecyduję się do niego powrócić to zdaję sobie sprawę z jego obszerności i z tego że tak krótkie wpisy nie są w stanie go wyczerpać. Dlatego proszę o wyrozumiałość oraz o to aby każdy z nas zadał sobie w tym temacie pytania do siebie samego.
Pytania:
Ile razy wyrządziliśmy szkodę lub przykrość innym ludziom?
Ile zła moglibyśmy uniknąć gdybyśmy potrafili milczeć, kiedy towarzyszy nam gniew, smutek, żal i inne tego typu emocje?
A czy w dobrych momentach naszego życia potrafimy dobrze używać swojego języka? Po to by chwalić, pocieszać, dobrze życzyć i mówić dobrze o Źródle i o innych ludziach.

Dodaj komentarz