W toku morderczego treningu przyszedł czas na kolejną ważną lekcję. Wcześniej Przewodniczka poznała cierpienie opuszczenia przez Źródło. Cierpienie oddalenia od Niego w otchłaniach morskich. Ta lekcja miała ją nauczyć o bezskuteczności jakiejkolwiek walki, jeśli już do tych otchłani trafimy.
Ale nauka była jeszcze jedna. Chodzi również o bezskuteczności walki, jeśli już przekroczymy pewną linię. Za pewną linią nie możemy już sami o własnych siłach się uratować z powodu duchowego paraliżu. Wtedy konieczna jest pomoc drugiej osoby, konieczne jest oparcie się na kimś.
Kiedy już przekroczyliśmy tę linię i nie widzimy żadnego ratunku, wtedy ważne jest, aby ktoś zobaczył, w jakim stanie jesteśmy i nam tego ratunku udzielił. I z drugiej strony, jeśli widzimy kogoś w naprawdę rozpaczliwym stanie, wyciągnijmy do niego naszą pomocną dłoń lub choć wezwijmy pomoc dla niego. W przypadku Przewodniczki jeden z członków załogi wezwał Kapitana, który natychmiast udzielił jej pomocy. Dzięki temu nasza Przewodniczka ocalała z morderczej próby, ale nie oznaczało to wytchnienia, a jedynie dostarczenie minimum sił do kontynuacji katorżniczego treningu.
Wnioski
My także możemy być takim kapitanem dla drugiego człowieka poprzez rzucenie mu „ostatniej deski ratunku”. I uwaga, w tym przypadku tak samo jak w powyższym deska nie rozwiązuje wszystkich problemów, a jedynie utrzymuje człowieka przy życiu lub też mówiąc inaczej – zapobiega śmierci. Nie śmierci ciała, ale śmierci duszy.
Pytania:
Czy próbujesz sam podejmować się walki?
Czy może jednak warto kogoś o pomoc poprosić?
Czy nie proszenie o pomoc warte jest poniesienia porażki gorszej niż tylko utrata dumy, która nie pozwala nam o tą pomoc prosić?

Dodaj komentarz