Otrzymała Przewodniczka w końcu pociechę od wspaniałej Gwiazdy Morza, która przyszła do niej, trzymając na ręku Admirała Mistrza jako niemowlę. Wydarzenie to, choć wspaniałe, dało wytchnienie zaledwie na jeden dzień. Potem przyszła jeszcze gorsza lekcja, bo do poprzednich dwóch lekcji dodana została nienawiść, która ma siłę niszczycielską dla miłości. Choć prawdziwej miłości nie pokona nigdy, to jednak miłość cierpi przez nienawiść. I choć początkowo wyszło od Przewodniczki wołanie o ratunek, to po chwili zebrała siły i podjęła kolejną walkę. Walkę w najwyższej i najdoskonalszej formie, czyli cierpienie w cichości i bez żadnej skargi.
Wnioski:
Czy jest ktoś z nas współczesnych, którzy tak potrafią? Którzy pomimo tak wielkiego cierpienia i takich ciężkich prób wciąż trwają? Wydaje mi się, że na świecie są takie osoby, ale jest ich bardzo, ale to bardzo niewiele. Dla nas są często nierozpoznawalni. O ich życiu wewnętrznym wie tylko Źródło, do którego zmierzają prostą drogą. Są to dla nas niedoścignione wzory do naśladowania, za których przykładem jednak rzadko podążamy. Dla większości z nas jest to zwyczajnie za trudne. I nie chodzi o to, aby każdy z nas został takim komandosem do zadań specjalnych. Lekcja dla nas jest taka, aby tym prawdziwym, nielicznym komandosom chociaż nie przeszkadzać, a jeśli to możliwe, to wspierać ich w najdrobniejszych choćby sprawach. W dobrym słowie, w uścisku ręki, w przyjaznym spojrzeniu. Jeśli do tych drobnych uczynków dodamy małe westchnienie w ich intencji do Źródła, to może się to okazać dla wycieńczonego komandosa wystarczającą pociechą, aby mógł kontynuować walkę z hordami wroga. A skoro nie wiemy kto takim wojownikiem jest to traktujmy każdego tak jakby ten ktoś nim był. Aby przez przypadek nie zostać tym, który przyczynił się do upadku choćby jednego z takich utrudzonych herosów.
Pytania:
Do jakiego typu ludzi należę: do dających pociechę czy do jej odbierających?
Czy aktualnie potrzebuję pociechy czy akurat teraz mogę dać ją komuś?
Czy mogę kogoś dziś pocieszyć? Jeśli tak to na co jeszcze czekam?

Dodaj komentarz